Dlaczego tak szybko żyjemy?

7 grudnia 2025

Czerwone – jeszcze stoisz. Pomarańczowe – już się szykujesz. Migające światło, zielona kontrolka daje sygnał do startu. Mechanicznie stawiasz kroki, byle się nie spóźnić. Co chwila zerkasz na wyświetlacz telefonu i wydaje ci się, że wszystko przyspieszyło. Brakuje ci czasu, więc zaczynasz biec. Biegniesz, ale nie trenujesz, więc szybko się męczysz – brakuje ci tchu. Zatrzymujesz się i patrzysz, jak coś odjeżdża ci przed oczami.

STOP. Co właściwie odjeżdża? Na co się spieszyłeś? A może… po co? Czy naprawdę spieszymy się żyć?

Szczurzy wyścig czy prawdziwe oblicze życia?

„Szybko żyjemy” – słysząc te słowa, trudno się z nimi nie zgodzić. Zawarta w nich prawda jest tak przytłaczająca, że często wywołuje ciszę albo jedynie nieme skinienie głową. Albert Camus pisał, że rodzimy się po to, by umrzeć, a życie jest przez to absurdalne – nie ma innego końca. Jeśli tak, to stwierdzenie, że żyjemy szybko, zdaje się równie pozbawione sensu. Skoro działamy w tak zawrotnym tempie, to czy może próbujemy prześcignąć śmierć? Dotrzeć do niej, zanim ona dotrze do nas? Wygrać wyścig szczurów, którego metą jest zimna trumna?

Ludzie, setki ludzi codziennie za czymś biega. Stara się coś osiągnąć. Zabiegamy o dobrą pracę, o awans, o spojrzenie kobiety lub mężczyzny. O to, by ktoś w nas kogoś zobaczył – często kogoś, kim wcale nie jesteśmy. Przez całe życie skrzętnie budujemy odcienie tożsamości, by w odpowiedniej chwili przywdziać tę maskę, która akurat pasuje.

Scrolling jako życie

Powszechnym zjawiskiem staje się to, że coraz trudniej utrzymać czyjąś uwagę – szczerze mówiąc, naszą też. Z każdym dniem oczekujemy czegoś szybszego, krótszego, bardziej przystępnego, bo przecież musimy „oszczędzać czas”. Chcemy szybciej odpowiadać i szybciej otrzymywać odpowiedzi, by dzień szybciej minął, by rozmowa już się skończyła, bo z tyłu głowy zawsze czeka coś jeszcze: mail, egzamin, kolejna lista „do zrobienia”. Nie możemy sobie pozwolić na luksus tracenia czasu, nawet jeśli właśnie to robimy.

W taki sposób zaczynamy scrollować własne życie. Przewijamy nudniejsze elementy, zatrzymujemy się sekundę dłużej na ciekawszych, ale tempo nie zwalnia, bo nie ma na to przestrzeni. Stojąc w kolejce, czekając na tramwaj, siedząc w pociągu, automatycznie włączamy telefon, a kciuk sunie w stronę ikonki TikToka i tak rozpoczynamy oglądanie. Po którymś filmiku kontrolnie podnosimy głowę znad telefonu, by sprawdzić, czy przez ostatnie minuty nic nas nie ominęło. Rozmowa z bliską osobą staje się zbyt długa? W myślach przewijamy ją jak film, który chcielibyśmy przyciąć.

Według badań przeprowadzonych przez Telepolis statystyczny Polak spędza średnio trzy godziny dziennie przed ekranem telefonu – trzy godziny, które potrafią zniknąć jak trzy minuty. I co najzabawniejsze, mimo to wciąż umiemy narzekać, że się spieszymy. Ale pośpiech jakoś nie działa wtedy, gdy przesuwamy kolejne posty, rolki czy relacje. Dlaczego więc pozwalamy sobie na luksus oddawania czasu telefonom, a nie sobie? Zdaje się, że prowadzi to do absurdu, w którym to one używają nas, a nie odwrotnie.

Nie musisz umierać, zanim naprawdę umrzesz

Mówi się, że trumna nie ma kieszeni, ale zdaje się, że umysł takowe posiada. Szufladki pamięci mogą być wypełnione naprawdę pięknymi wspomnieniami, ale to od nas zależy, jakie one będą. Mówi się także, że czas to pieniądz, co zwykle stwierdzają ci, którzy wierzą raczej w istnienie metaforycznych „kieszeni trumny”. Wydaje nam się, że spieszymy się żyć, ale to nieprawda, bo my żyć nie potrafimy. Gdyby było inaczej, nie ścigalibyśmy się z własnym życiem. Michel de Montaigne w swoich „Próbach” napisał: „Kto nauczyłby ludzi umierać, nauczyłby ich żyć” – ale zdaje się, że to wiedza tajemna.

W rzeczywistości życie nie wymaga od nas sprintu. To my sami niego od siebie wymagamy. Zachowujemy się tak, jakby meta była tuż za rogiem, a ten róg się kruszył i kwestią życia i śmierci było to, by go pokonać – teraz. Jakbyśmy bali się zatrzymać, bo ktoś nas minie, osiągnie coś przed nami, a świat się zawali. Tymczasem nie dzieje się nic. Świat nie ucieka. To my uciekamy przed sobą.

Zdaje się, że trafniej byłoby zamienić pytanie „Dlaczego tak szybko żyjemy?” na „Dlaczego boimy się zwolnić?”. Może zacznijmy jeść śniadania, które pamiętamy, albo słuchać ludzi, którym dotąd jedynie przytakiwaliśmy. Spróbujmy wreszcie przeczytamy tę książkę, nie po to, by móc ją skreślić z listy „do zrobienia”, lecz po to, by nad nią pomyśleć, pozwolić jej coś w nas zostawić.

Może problem nie tkwi w czasie, który przyspieszył, ale w nas – w naszej uwadze, w selekcjonowaniu wartości, w znieczuleniu na życie. Możliwe, że przez naszą ziemską drogę trzeba iść żwawym krokiem, ale nikt nie mówił, że nie wolno nigdy i nigdzie zwalniać. Może niektóre miejsca, niektórzy ludzie, niektóre okoliczności zasługują na luksus poświęcenia im czasu, którego tak się boimy. Może, ale tylko może, życie nie wymaga od nas biegu, lecz odwagi, by postawić powolny krok w machinie zwanej wyścigiem życia.

Źródło zdjęcia: pixabay

7 grudnia 2025

Krewni na zamówienie 

W życiu każdego człowieka może dojść do sytuacji, gdy zabraknie wokół niego najbliższych. Rodzina, przyjaciele, partner – nie zawsze będą tam, gdzie najbardziej ich potrzebujemy. A gdyby ich brak można było rozwiązać za pomocą pieniędzy? Gdyby istniała usługa krewnych do wynajęcia, którzy nigdy nas nie zawiodą? Okazuje się, że nie jest to aż tak abstrakcyjny koncept. 

Czytaj dalej ➜