Szwedzkie kryminały cieszą się popularnością na całym świecie. Ich proces tworzenia jest zazwyczaj długi i skomplikowany, ale, sądząc po ogromnej liczbie fanów, opłacalny. Gdzie kryje się jednak ich fenomen? Książki te wyróżnia szczególnie mroczna atmosfera, która ukazuje surową rzeczywistość społeczeństwa, złożone postacie, które często trudno jest scharakteryzować jako dobre lub złe, oraz intrygujące, szwedzkie plenery – piękne, lecz surowe, skandynawskie krajobrazy.
Na uwagę zasługuje Emelie Schepp – szwedzka pisarka i dziennikarka, pracująca w branży reklamowej. Swoją pierwszą książkę kryminalną „Naznaczeni na zawsze” wydała sama. Dzieło szybko stało się bestsellerem i sprzedało się w nakładzie ponad stu tysięcy egzemplarzy. Autorka napisała już dziewięć książek, z czego osiem należy do serii o prokuratorce Janie Berzelius. W wywiadzie Emelie Schepp odsłoniła kulisy pracy pisarza kryminałów skandynawskich, a także podzieliła się kilkoma ciekawostkami związanymi z jej dziełami oraz ekranizacją przygód Jany.
Skąd wziął się pomysł na serię o Janie Berzelius?
Zawsze dużo czytałam i pamiętam, że zawsze walczyć umieli tylko mężczyźni, zatwardziali agenci. Pomyślałam więc: dlaczego by nie stworzyć kobiety, która potrafi to samo? Kobiety silnej i walczącej równie dobrze jak każdy mężczyzna.
Ale nie chciałam, żeby była tylko silna. Chciałam, aby nosiła w sobie też coś mrocznego, żeby była w jakiś sposób „inna”, naznaczona jakimś wydarzeniem z przeszłości, które ją ukształtowało.
Długo zajęło mi ustalenie, jak powinna wyglądać jej przeszłość. Wszystko stało się jasne, gdy w 2012 roku przeczytałam artykuł „Aftonbladet” o dzieciach-żołnierzach. Było to w tym samym roku, w którym zaczęłam pisać pierwszą książkę o Janie – „Naznaczeni na zawsze”.
W tamtym czasie w Szwecji toczyła się ożywiona debata polityczna na temat dzieci-żołnierzy. Właśnie wyemitowano na antenie SVT serial dokumentalny o ugandyjskich dzieciach-żołnierzach, więc zagłębiłam się w temat. Dowiedziałam się, że dzieci te są porywane, zmuszane do zabijania własnych rodziców, a następnie szkolone na śmiercionośnych żołnierzy. To oczywiście przerażające, ale najsmutniejszy jest fakt, że to się dzieje również obecnie.
Kiedy przeczytałam artykuł, zadałam sobie pytanie: Czy to w ogóle możliwe, żeby takie dziecko-żołnierz powróciło kiedyś do bycia zwyczajnym dzieckiem? Czy może jest naznaczone na zawsze? I to był początek historii Jany. Wtedy zaczęłam pisać najciemniejsze części tej historii.
Jana, jako prokuratorka, stoi na straży prawa, a jednocześnie jej przeszłość często zmusza ją do balansowania na jego krawędzi lub nawet przekraczania go.
Tak, Jana jest taką podwójną postacią, dlatego pisanie o niej jest świetną zabawą. Chciałam, by było jej naprawdę ciężko, więc zrobiłam z niej prokuratora.
Głównym wątkiem serii jest odkrywanie tajemnic z dzieciństwa Jany. Czy od początku wiedziałaś, jak dokładnie potoczą się jej losy i co kryje przeszłość, czy fabuła rozwijała się w trakcie pisania?
Kiedy pisałam „Naznaczeni na zawsze”, miałam nadzieję, że będę miała szansę napisać coś więcej o Janie – może jeszcze dwie kolejne książki. To było moje marzenie. A teraz jestem tu i właśnie wydałam ósmą książkę z serii, czego na początku nie mogłam sobie wyobrazić.
Więc nie, nie miałam od początku zaplanowanych wszystkich szczegółów. Historia Jany rozwijała się w trakcie całej serii. Ale muszę powiedzieć, że zawsze miałam jej zakończenie w głowie i to nigdy się nie zmieniło. Nie mogę powiedzieć, ile książek jeszcze powstanie, ale mam jeszcze wiele do odkrycia, a co za tym idzie, będzie więcej książek o Janie.
Bardzo mnie to cieszy. Ta seria mogłaby się nigdy nie skończyć.
Och, bardzo dziękuję. Próbowałam różnych sposobów planowania książki – używałam karteczek samoprzylepnych, szczegółowych streszczeń, wszystkiego. Jednak nieważne, jak starannie planuję, historia i tak zawsze się zmienia.
Może powinnam winić za to Janę – ona ma swoje własne zwroty akcji, bo jest taką niejednoznaczną postacią. Z jednej strony jest bardzo znaną i utalentowaną prokurator, a z drugiej strony jest morderczynią. Ale i to jest ważne, bo nie zabija kogo popadnie. Zawsze ma jakiś powód, żeby używać swoich umiejętności lub noża.
Każdy tom wnosi nowe elementy do głównego wątku tajemniczego pochodzenia Jany. Czy trudno jest utrzymać napięcie i jednocześnie dostarczać czytelnikom wystarczająco dużo odpowiedzi, by zaspokoić ich ciekawość?
Czasami tak. Ale wiesz co? Nigdy nie brałam udziału w kursie pisania książek. Nauczyłam się wszystkiego przez działanie – dużo czytając, słuchając moich bohaterów i ufając swojej intuicji. Jestem więc całkowicie samowystarczalna jako pisarz, a także jako wydawca.
Tak, bo swoją pierwszą książkę wydałaś sama, prawda?
Moja droga jako autora była daleka od linearnej. Na początku wysłałam swój rękopis do kilku tradycyjnych wydawców, ale kiedy nie odpowiedzieli, podjęłam decyzję, która zmieniła wszystko – postanowiłam pójść własną drogą i wydać książkę samemu.
I ten wybór ostatecznie uczynił mnie wiodącym self-publisherem w Szwecji. Zbudowałam wszystko od początku – pisanie, publikację, marketing. Uczyłam się przez działanie.
Oczywiście, utrzymanie napięcia i upewnienie się, że czytelnicy nie dowiedzą się za wcześnie, kto to zrobił i dlaczego, może być trudne. Ale właśnie to wyzwanie mnie ekscytuje. Za każdym razem, gdy siadam do pisania, czuję ten sam dreszczyk emocji.
Seria z Janą Berzelius znana jest ze skomplikowanych intryg i wartkiej akcji. Czy trudno jest połączyć ze sobą wszystkie motywy – przeszłość Jany oraz inną sprawę, na której skupia się każda książka?
Cóż, czasami. Muszę wymyślić kryminał, który pasuje do przeszłości Jany. Dlatego w każdej książce staram się znaleźć zbrodnię, która idzie w parze z walką Jany o ukrycie swojej mrocznej przeszłości.
W Szwecji tytuły moich książek często można odczytać na dwa różne sposoby. Czasami naprawdę trudno jest znaleźć odpowiednią zbrodnię – zawsze potrzebuję czegoś, co naprawdę ją rozwścieczy.
Przykładowo, w „Bracie” (piątej książce z serii) Jana pokonuje trzech młodych mężczyzn, którzy próbują ja zaatakować. Kiedy zaczynałam pisać kolejną, musiałam znaleźć przestępstwo, które naturalnie łączyłoby się z tym, co stało się z tymi trzema facetami.
Wtedy właśnie wpadłam na pomysł gangsterskiej przestępczości. Idealnie pasował do historii, ale minęło trochę czasu, zanim wymyśliłam, jak to rozwiązać.
Czy konsultujesz się z prawdziwymi prokuratorami lub policjantami, aby praca służb i procedury prawne były jak najbardziej wiarygodne?
Tak, zawsze. Ale ciekawostką jest to, że zawsze najpierw piszę historię, a potem dopiero idę do znajomych policjantów.
Dwóch z moich najbliższych przyjaciół pracuje w policji. Mówię im więc, co chcę, żeby wydarzyło się w książce i pytam: „Jak mogę to przenieść do rzeczywistości?”. Pomagają mi rozwiązać trudne kwestie, ponieważ research bywa trudny, a prawdziwa praca w policji czasem zbyt powolna lub nudna jak na fikcję.
Zatem zawsze najpierw uruchamiam wyobraźnię, a potem przeprowadzam żmudny research z policjantami, prokuratorami i innymi ekspertami. Ale research to znacznie więcej niż tylko to, jak działa policja czy prokuratura. To także: jak daleko jest z punktu A do punktu B? Jakiego koloru jest dany dom? Jak nauczyciele mówią do swoich uczniów? I jak rozmawiają ze sobą gangsterzy; slang, ton, rytm? Poświęcam wiele, wiele godzin na research, ponieważ staram się, aby moje historie były jak najbardziej realistyczne. A jako autor musisz wcześnie podjąć decyzję: czy chcesz pisać o fikcyjnym mieście, czy o prawdziwym?
Dla mnie to nigdy nie stanowiło problemu. Wybrałam Norrköping, ponieważ mieszkałam tam w tamtym czasie, a dobry przyjaciel powiedział mi: „Wybierz miejsce, które dobrze znasz – to znacznie ułatwia research”. Właśnie dlatego Jana mieszka w Norrköping.
Twoje książki poruszają trudne tematy, takie jak morderstwa i skomplikowane relacje rodzinne. Jak przygotowujesz się do pisania o tak mrocznych aspektach ludzkiej natury i zbrodni?
Uważnie śledzę wiadomości i dużo czytam. I, jak wspomniałam wcześniej, zawsze szukam tematów, które w jakiś sposób łączą się z mroczną przeszłością Jany.
Świat stoi na głowie pod wieloma względami i codziennie czytamy o mrocznych wydarzeniach. A siadanie do pisania o mroku każdego dnia może być ciężkie. Ale staram się przypominać sobie, że przynajmniej mogę stworzyć coś, co bawi ludzi i że mogę przekuć cały ten mrok w historię, która, miejmy nadzieję, coś znaczy dla czytelnika.
Tak, owszem, przekształcenie bardzo mrocznej rzeczywistości w fikcję może być trudne. Ale to właśnie nadaje tej pracy sens.
Na motywach „Naznaczeni na zawsze” powstał serial. W jakim stopniu byłaś zaangażowana w produkcję i czy jesteś zadowolona z adaptacji?
Jestem niezwykle zadowolona z serialu, a zwłaszcza z faktu, że Felix Herngren się ze mną skontaktował. Jest supergwiazdą w Szwecji i znany jest głównie z dużych produkcji komediowych i humorystycznych. Kiedy więc zadzwonił i powiedział „Chcę zekranizować Janę, bo chcę pokazać wszystkim, że potrafię też robić thrillery”, pomyślałam „Tak, możesz”(śmiech).
To była bardzo dobra decyzja.
Tak i jestem bardzo zadowolona z adaptacji. Myślę, że obsada pasuje idealnie.
Producent był niesamowicie miły. Nie tylko pozwolił mi uczestniczyć w produkcji, ale także pozwolił mi przeczytać scenariusze i mogłam przekazać mu swoje uwagi. Rozmawialiśmy wiele o postaciach: jak powinien wyglądać Henrik, jak powinna wyglądać Mia i tak dalej.
Zaprosił nawet mnie i mojego męża, Henrika, do udziału w castingu. Początkowo mieli na myśli inną aktorkę do roli Jany, ale odmówiliśmy. Potem przyszła Madeleine Martin i byliśmy zachwyceni, bo była absolutnie idealna do tej roli.
Niedawno wydałaś książkę niezwiązaną z serią („Sto dni w lipcu”). Czy planujesz kontynuować pisanie poza światem Jany Berzelius? Czy trudno było wyjść ze strefy komfortu i stworzyć nową opowieść?
Byłam trochę zdenerwowana, a nawet przestraszona, pisząc coś poza światem Jany. Ale jednocześnie bardzo się cieszyłam. Serial telewizyjny miał wkrótce mieć premierę w Szwecji, a ja właśnie obchodziłam dziesięć lat z Janą, więc czułam, że to odpowiedni moment, żeby spróbować czegoś nowego.
Przez wiele lat nosiłam w sobie historię, która stała się „Sto dni w lipcu”. Bardzo chciałam ją napisać – historię o Mai i jej synu Timie, o ich przeprowadzce do Motali i desperackiej walce o uratowanie jego życia (potrzebuje nowego serca). To dla mnie bardzo osobista książka, a pisanie o moim rodzinnym mieście dało mi mnóstwo energii.
W końcu usiadłam i ją napisałam. Stworzenie bohaterki, która jest silna na swój sposób, zupełnie innej niż Jana, było niesamowicie ekscytujące. Jednocześnie byłam bardzo szczęśliwa, że mogłam potem wrócić do świata Jany.
Co chciałabyś przekazać polskim czytelnikom, którzy dopiero odkrywają świat Jany Berzelius?
Chcę tylko powiedzieć: zapnijcie pasy, bo wybieracie się na przejażdżkę!
Rozmowa z Emelie Schepp pokazuje, że warto walczyć o marzenia – gdy jedna metoda zawodzi, trzeba spróbować innej, tak jak w tym przypadku autorka postanowiła wydać swoją książkę jako self-publisher i odniosła dzięki temu ogromny sukces. Udowadnia także, że szwedzki kryminał to nie tylko zagadka i napięcie, ale także skomplikowani bohaterowie i trudna tematyka. Pasja do pisania autorki sprawia, że czytelnicy ze zniecierpliwieniem czekają na kolejne historie spod jej pióra, które – jak twierdzi Emelie Schepp – jeszcze nie raz zaskoczą.
Autor zdjęcia: Thron Ullberg


