Miejsce wielu pasji: Targi Rzeczy Wyjątkowych

Ręcznie wykonana biżuteria, naturalne mydła, sojowe świece, ceramika, a nawet wino konopne – to tylko ułamek tego, co można było znaleźć na pierwszej poznańskiej edycji Targów Rzeczy Wyjątkowych.

W weekend 25 i 26 kwietnia na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich miłośnicy rzemiosła mieli okazję skorzystać z bogatej oferty wystawców, którzy zaskoczyli odwiedzających swoją kreatywnością i dbałością o detal. Bilety na wydarzenie były dostępne w sprzedaży online oraz stacjonarnie w kasach. Poza ręcznymi wyrobami nie zabrakło też przysmaków z każdego zakątka świata.

Historia jedynych w swoim rodzaju targów

JWSR, czyli „Jedyne w Swoim Rodzaju”, to targi, na które pomysł pojawił się już w 2017 roku, początkowo pod nazwą Targi Rzemiosła. Inspiracją do obecnej nazwy był wyjazd Kamila Wysoczańskiego, założyciela firmy Craft Event, do Kanady, gdzie odwiedził targi „One Of A Kind” odbywające się w Toronto. Od tamtego czasu koncept ten stale ewoluował, choć jego rozwój przerywały nagłe wydarzenia, takie jak chociażby pandemia COVID-19.

Targi Rzeczy Wyjątkowych to przestrzeń dla unikatów i spotkań z artystami, ale przede wszystkim sposób na spędzenie czasu w otoczeniu bogactwa kultury i sztuki. O wystawcach i produktach dostępnych podczas tegorocznej edycji przeczytacie poniżej.

Drugie życie klamotów”

Na hali odwiedzić można było m.in. „Klamotownię Pana Tusta”, czyli autorską inicjatywę, która pokazuje, jak dawać starym przedmiotom drugie życie, zamieniając je w nieszablonowe lampy.

W krótkiej rozmowie z pomysłodawcą przedsięwzięcia, Kamilem Tustą, zapytałem, skąd wzięła się ta wizja i dlaczego akurat oświetlenie:

„Od sześciu lat daję drugie życie starym przedmiotom, bo uważam, że każdy klamot zasługuje na kolejną szansę. Mam wrażenie, że potrafię stworzyć lampę niemal ze wszystkiego. Są nietypowe, ale właśnie takie mają być: oryginalne i przyciągające wzrok. Tworzę je z myślą o tym, aby każdy mógł znaleźć u mnie niepowtarzalny dodatek do swojego wnętrza.

Dlaczego akurat lampy? Może dlatego, że to właśnie od nich cała przygoda się zaczęła. Pierwszą wykonałem z emaliowanego imbryczka do własnej kuchni. Tak bardzo spodobała się znajomym, że namawiali mnie, bym robił ich więcej. Początkowo powstawały jako prezenty, ale z czasem marka tak się rozkręciła, że stała się wyróżniającym punktem na tle innych wystawców. Zostałem przy oświetleniu, bo to moja baza, a poza tym… światło to nadzieja, a światło daje radość.”

Ceramika prosto z serca

Wśród innych wartych uwagi stanowisk trzeba wspomnieć o pani Basi Ptak, która w sieci działa jako „Basia Lepi”. Swoją przygodę z ceramiką zaczęła sześć lat temu, gdy przyjaciółka zabrała ją na pierwsze warsztaty z lepienia w glinie. Od tamtego momentu z gliną praktycznie się nie rozstaje, kreując autorskie naczynia i dekoracje.

Prace pani Basi charakteryzuje przede wszystkim bogactwo kolorów i wzorów, ale także szeroki wachlarz zastosowań. W jej ofercie znajdziemy pełne spektrum wyrobów: od ozdobnych talerzyków, przez figurki zwierząt, aż po ceramiczne domki.

Zapach psiej łapki

Nie sposób było też przejść obojętnie obok stoiska 101 Buldogów. Tym, co przede wszystkim przyciągało wzrok, był chwytliwy slogan: „Czy wiesz, jak pachnie psia łapka?”, nawiązujący do ich autorskiej serii świec o tym właśnie zapachu. 

To koncept premium dla miłośników psów, gdzie rzemiosło łączy się z charakterystycznym, nowoczesnym designem.

Jeżeli was też ciekawi, jak powstał ten specyficzny zapach, odpowiedzi udzieliła Ola, która wraz ze swoją buldożką Bubą buduje tę markę:

„Każdy świeczkarz potwierdzi, że podstawą jest dobranie odpowiedniego wosku i od tego tak naprawdę zaczęły się nasze testy. Aromaty to była kolejna kwestia, ale ustawienie odpowiednich temperatur topnienia czy dobieranie knotów to tygodnie prób. Myślę, że od pomysłu do realizacji zeszło nam około 3-4 miesięcy. W tym czasie paliłam świeczki non stop i notowałam każdy szczegół: jak się topią, czy knot nie kopci… To był cały szereg kombinacji.”

Co o targach mówią odwiedzający? 

Pierwszego dnia targów, zwłaszcza w godzinach 15:00–17:00, frekwencja była najwyższa. Klimat poznańskiej edycji JWSR najlepiej podsumowują sami uczestnicy, których spotkałem między stoiskami:

Naprawdę świetnie się bawię. Jest dużo akcesoriów dla czworonogów, pojawiło się też wino konopne i masa rękodzieła. Ogólnie bardzo polecam każdemu, kto chciałby następnym razem tutaj wpaść.

Targi są super, naprawdę. Przyszłam tu, żeby obcować ze sztuką i strasznie spodobały mi się wszystkie bibeloty, które można tu znaleźć. To niesamowite. Piękne obrazy, rzemiosło, a najbardziej urzekła mnie ceramika, z którą właśnie wracam do domu.

Przyszłam bez nastawienia, że cokolwiek kupię. Często bywam na podobnych wydarzeniach i ceny bywają nie na moją kieszeń, ale tutaj miło się zaskoczyłam. Wybór jest tak szeroki, że znalazłam perełkę dla siebie za niewielką kwotę.

Jeżeli chodzi o moje odczucia, ja również nie wróciłem z pustymi rękami. Kupiłem miód z dodatkiem borówek, kombuchę i wcześniej wspomniane naturalne mydło. 

Mam nadzieję, że ta relacja zachęciła was do odwiedzenia Międzynarodowych Targów Poznańskich w przyszłym roku. Do zobaczenia na kolejnej edycji!

Źródło zdjęcia: Pixabay

8 maja 2026