Święta to czas pełen radości i spotkań w gronie rodzinnym, w którym codzienne chwile mieszają się z odrobiną magii. Czas zwalnia i także nas skłania do zatrzymania się choć na chwilę, otulając ciepłymi wspomnieniami. Nic więc dziwnego, że ten pełen uroku klimat przeniknął również do literatury. Książki o tematyce świątecznej przenoszą nas wprost do ośnieżonych miasteczek z migoczącymi choinkami i domami pachnącymi cynamonem. Możemy odnaleźć w nich magię, bliskość i nadzieję.
K.K. Smiths, pisząca pod pseudonimem autorka romansów, niedawno wydała swoją drugą powieść „Enemies”. Nieco ponad rok temu zadebiutowała książką pod tytułem „25 grudnia”, wzbogacając tym samym polski rynek wydawniczy o świąteczny romans, który już od pierwszej strony zaprasza czytelnika do świata pełnego emocji, ciepła i świątecznej magii. Autorka umiejętnie łączy powoli rozwijające się uczucie między Malią i Cameronem wraz z trudną przeszłością bohaterki, dając czytelnikowi wgląd w jej psychikę. W wywiadzie K.K. Smiths uchyliła rąbka tajemnicy, zdradzając kulisy pracy nad książką oraz pokazując drugą stronę procesu twórczego.
Jak zaczęła się twoja przygoda z pisarstwem i co Cię skłoniło do napisania świątecznego romansu?
Och, to były lata świetlne temu. Wszystko zaczęło się od tego, że siostra mojej przyjaciółki pisała fanfiction o Harrym Potterze. Przeczytałam ich masę, a później pomyślałam, że w sumie sama mogłabym spróbować coś napisać. Z roku na rok przybywało coraz więcej pomysłów, aż do pandemii, kiedy to napisałam moją pierwszą książkę od A do Z, co w moim przypadku jest wyczynem, bo mam masę pomysłów, a zero czasu, żeby je spisać.
Do napisania świątecznego romansu w sumie skłonił mnie fakt, że żadna pozycja książkowa o tematyce świąt, którą do tej pory przeczytałam, mnie nie kupiła. Nie było w nich tego czegoś, co sprawiłoby, że chciałabym do nich wracać co rok.
Proszę, nie pytaj mnie, skąd wzięłam pomysł na historię Malii i Camerona, bo za każdym razem mam ochotę odpowiedzieć dokładnie tak samo elokwentnie, jak Dawid Podsiadło w „Ogniu Pytań”. Kto wie, ten wie.
W swojej książce odchodzisz od schematów – to Cameron jest ogromnym fanem świąt, a Malia ich nienawidzi. Skąd jego uwielbienie do kolorowych swetrów, choinki i świątecznych piosenek?
Moje „ja” z przeszłości chyba chciało, tak jak wspomniałaś, złamać schemat. Jak tylko zaczęłam pisać „25 grudnia”, od razu widziałam tego zwariowanego Camerona tańczącego w kuchni do świątecznych piosenek. Myślę, że to złamanie typowego grumpy x sunshine, gdzie to ona nienawidzi świąt, a on je kocha, doskonale zadziałało w ich historii.
Malia ma przyjaciół, z którymi mogłaby spędzić święta. Dlaczego jednak zawsze unika ich w świątecznym czasie i woli spędzić go samotnie? Jak wpływają na nią przykre wydarzenia z przeszłości?
Każdy, kto kiedykolwiek doświadczył złego czy bolesnego momentu w swoim życiu, doskonale pamięta, kiedy to się wydarzyło. Nie inaczej jest w przypadku Malii. Święta naznaczyły w niej piętno. Wynikającego z niego smutku nie wyobraża sobie przenosić na najbliższych, więc woli je przeżywać w samotności – w swoim bezpiecznym miejscu z mrożoną lasagne i „Pretty Woman”. Oczywiście do momentu poznania Camerona. On pokazuje, że ma lepszy sposób, żeby pomóc jej zapomnieć o tym, co przeżyła jako mała dziewczynka, której skrzywdzona część wciąż w niej żyje.
Cameron ma zaledwie pięć dni, by pokazać Malii magię świąt. Czy można to odczytać jako metaforę otwierania się na nowe emocje i doświadczenia?
Tak! Dokładnie to chciałam uzyskać pokazując ich relację. Jak również to, że czasami łatwiej jest nam się otworzyć przed zupełnie obcą osobą niż bliskimi i własną rodziną.
Czytając twoją książkę, można zauważyć nawiązania do serii filmów „Listy do M.”. Czy są to Twoje ulubione produkcje świąteczne?
Czy ulubione? Ja je kocham! Mamy listopad, a ja już jestem po maratonie „Listów”. Święta bez Tomasza Karolaka to nie są święta. A druga część „Listów do M.”? O ludzie, weźcie chusteczki i razem ze mną śpiewajcie na głos „Mary, Did You Know”!
Fabuła książki wydaje się idealna na scenariusz filmowy. Gdyby „25 grudnia” miał swoją ekranizację, kto zagrałby główne role oraz jaki utwór muzyczny by ją reprezentował?
Jak miło, że oprócz mnie ktoś tak myśli. Nieskromnie powiem, że ekranizacja „25 grudnia” mogłaby spokojnie dorównać „Listom do M.” i „Love Actually”.
Głównym utworem w soundtracku oczywiście byłoby „Demons” od Imagine Dragons. To właśnie ta piosenka – zaraz obok „What The World Needs Now Is Love” – najbardziej kojarzy mi się z historią Malii i Camerona.
Co do bohaterów – w tamtym roku kilka osób wspomniało mi, że w roli Camerona widzą Bena Barnesa. Sama niestety mam zbyt wielu aktorów, którzy mogliby tutaj pasować.
Dlaczego książka nosi tytuł „25 grudnia”?
Ma to mocny związek z główną bohaterką i doświadczeniami, które towarzyszą jej w tym dniu. Fun fact: książka w początkowej wersji miała tytuł „DECEMBER 25”.
Do jakich odbiorców jest skierowana – do tych, którzy jeszcze wierzą w magię świąt, czy może do tych, którzy o niej dawno zapomnieli?
Myślę, że zarówno jedna, jak i druga grupa znajdzie tutaj coś dla siebie. Ci, którzy wierzą w magię świąt, znajdą tutaj ciepło i słodycz tego czasu. Od razu wejdą w ten stan totalnego zauroczenia grudniową aurą. Z kolei ci, którzy niekoniecznie podążają za ideą świąt, odkryją, że nie są w tym sami. Malia pokaże im zupełnie inne podejście do tego okresu, a Cameron ponownie przypomni, co naprawdę jest w tym czasie najważniejsze.
Bardzo chciałam tutaj pokazać dwie strony medalu – wierzącego w magię świąt Camerona i chcącą zapomnieć o wszystkim, co się z nimi łączy, Malię.
Powieść porusza temat zmian i nowego początku. Jakie przesłanie chciałabyś przekazać czytelnikom w tym świątecznym czasie?
Tutaj idealnie pasowałyby słowa, które zapisałam w posłowiu: „Pamiętajcie, że czasami „Pretty Woman” i pudełko mrożonej lasagne mogą być tą lepszą opcją.”
„25 grudnia” to twoja debiutancka powieść. Jakie rady mogłabyś dać początkującym pisarzom?
Nie poddawajcie się! Serio. To jest jedyna i najlepsza rada ode mnie. Nieważne, ile razy będziecie poprawiać historię, którą tworzycie, ile razy dostaniecie odmowę wydawniczą i ile razy ktoś będzie wątpić w to, co tworzycie. Najważniejsze jest to, żebyście się nie poddali, bo tam gdzieś są ludzie, którzy potrzebują waszej książki.
Czy pracujesz aktualnie nad kolejną książką?
Ja nigdy nie wychodzę ze stanu pisania książek. Ale tak! Tworzę, piszę i mam nadzieję, że jeszcze w tym roku ją skończę.
Gdybyś miała opisać „25 grudnia” w trzech słowach, co byś powiedziała?
Jest to wzruszająca, ciepła i refleksyjna historia.
Czasem, nawet w samym środku grudnia, świąteczna atmosfera potrafi gdzieś umknąć. Warto wtedy sięgnąć po „25 grudnia” i razem z Cameronem podjąć się wyzwania przywrócenia magii świąt w świecie Malii.
Za każdym dziełem stoi pewien niewidoczny dla odbiorcy proces. Niejednokrotnie zakłócany jest on przez liczne wyzwania stawiane na drodze autorowi. K.K. Smiths pokazuje, że nie można się poddawać i że trzeba dążyć do wymarzonego celu. A nuż ktoś czeka z niecierpliwością właśnie na Twoją książkę.
Źródło zdjęcia: K.K.Smiths


