Lena Rudnicka na tropie zbrodni

5 stycznia 2026

Mroczne tajemnice, małe miasteczko, zamknięta społeczność i zbrodnia, która przełamuje pozorny spokój oraz sprawia, że starannie ukrywane sekrety powoli wychodzą na jaw. To właśnie klimat książek Kingi Wójcik, autorki trzech serii kryminalnych, które angażują czytelników od pierwszych stron i długo nie pozwalają o sobie zapomnieć.

Kinga Wójcik to autorka kryminałów, która zadebiutowała książką „Poryw” na polskim rynku wydawniczym w 2020 roku, rozpoczynając tym samym swoją pierwszą serię. Jej książki nie skupiają się jednak na samej zbrodni – pojawiają się tam również wątki obyczajowe, które urozmaicają powieści. Prywatnie autorka jest natomiast fanką buldogów francuskich. W wywiadzie opowiedziała o bohaterach swoich trzech serii, kulisach powstawania powieści oraz inspiracji prawdziwymi zbrodniami.

Co zainspirowało cię do napisania pierwszej książki?

Pierwszą książką, jaką napisałam od A do Z, pomijając te, które zapisywałam w zeszycie, jak miałam dwanaście lat, był thriller polityczny. Średnio mi się podobał, więc odłożyłam go do szuflady i nigdzie nie wysłałam. Drugą był thriller science-fiction – bardzo mi się podobał, ale z kolei jak wysłałam go do wydawnictwa, to nikt się nie odezwał, więc chyba nie był taki super, jak mi się zdawało. Trzecią był „Poryw”. Pisałam go w 2018, a wyszedł w 2020, więc od jego napisania do publikacji minęło trochę czasu.

Kryminał był wtedy inny – autorek piszących kryminały nie było tak wiele, jak teraz. A co mnie zainspirowało? Po prostu przyszła mi do głowy pewna bohaterka – Lena. I postanowiłam, że skoro pierwsza książka była kiepska, wychodzi na to, że druga też (chociaż wydawało mi się inaczej), to spróbuję z trzecią, bo dlaczego nie. Może się uda. Wymyśliłam więc dla niej historię, w której chciałam ją osadzić. Całą książkę napisałam bardzo szybko, bo chyba w miesiąc.

Jak wygląda twój typowy dzień pracy – czy piszesz codziennie? To twoja praca na pełen etat?

Pracuję od 8 do 16 w domu, a po pracy piszę książki. To nie jest tak, że piszę codziennie, ale staram się jak najczęściej. Aktualnie mam przerwę w pisaniu, ponieważ teraz wyszła „Jedna noc”. Ale przygotowuję się już do stworzenia drugiej części. Staram się wciskać pisanie tam, gdzie mogę, jeśli jest taka możliwość. Czy chciałabym pisać na pełen etat? Być może, ale to chyba nie ten czas. Wymagałby to ogromnej samodyscypliny.

Od czego zwykle rozpoczynasz pracę nad nową książką – od bohaterów, świata przedstawionego czy może od samej zbrodni?

Różnie. W przypadku serii o Lenie pierwsza była bohaterka. Jak skończyłam Zamojskiego, to miałam na głowie remont i przeprowadzkę, więc pomyślałam sobie, że żeby nie wypaść z obiegu, napiszę sobie opowiadanie. Chciałam, żeby główną rolę odgrywała w nim Spala, czyli miejscowość pod Tomaszowem Mazowieckim. Opowiadanie miało mieć dziesięć stron, ale, jak widać, trochę napęczniało. Co do Zamojskiego, po serii z Leną chciałam stworzyć bohatera mężczyznę. Chciałam też osadzić akcję w moim rodzinnym mieście – Tomaszowie Mazowieckim.

Pochodzisz z rodziny policyjnej. Czy w jakimś stopniu przyczyniło się to do tego, że zdecydowałaś się pisać właśnie kryminały, a nie na przykład romanse?

Mój tata był policjantem, a ja od dziecka słuchałam różnych historii. Często bywałam też na komisariacie, gdy mój tata załatwiał tam jakieś sprawy. Gdy byłam nastolatką, czytałam dużo kryminałów i thrillerów, ale głównie takich kryminałów typowo detektywistycznych. 

Nie zastanawiałam się nad tym, tak po prostu wyszło. Chodzi mi po głowie, żeby spróbować innego gatunku, ale niekoniecznie romansu, tylko może jakiegoś horroru.

Czy podczas pracy nad książką konsultujesz się ze specjalistami, na przykład policjantami lub prokuratorami?

Na początku pisania o Lenie dzwoniłam do taty pytać się o takie rzeczy, których nie znajdziesz w przepisach czy kodeksach prawa. Chodziło na przykład o to, czy jak przyjeżdża na miejsce policja i prokurator, to czy prokurator musi tam być, czy zdarza się, dajmy na to, że podpisuje się na papierze, ale go fizycznie tam nie ma. W moich książkach nie ma szczegółowych medycznych opisów ran. Nie zarzucam czytelnika tymi faktami, bo z mojej perspektywy nie jest to interesujące. Czytam jednak na ten temat, żeby wiedzieć, o czym piszę.

Czy sprawy kryminalne opisane w książkach wymyślasz sama, czy inspirujesz się rzeczywistymi wydarzeniami?

„Osuwisko” było inspirowane prawdziwymi wydarzeniami. Opisywana kopalnia jest właśnie u mnie w mieście. W latach osiemdziesiątych pięcioro dzieci poszło się tam bawić, ale osunął się na nich piach i nie dali rady wyjść. Jeśli chodzi o serię z Zamojskim, inspirowałam się zaginięciem rodziny Bogdańskich.

Seria o Lenie liczy obecnie sześć tomów. Czy uważasz historię Leny za zakończoną, czy w przyszłości jeszcze do niej powrócisz?

Dużo osób uważa, że to byłoby dobre zakończenie całej serii. Inni sądzą, że można by napisać kolejne. Nie uważam, żeby na obecną chwilę była to dla mnie zamknięta seria. Mam parę pomysłów na rozwiązanie sytuacji z poprzednich tomów, rozwinięcie akcji i pociągnięcie fabuły dalej. Po takiej przerwie mam jednak problem, który kierunek wybrać. Ale nie jest to zamknięte – być może będą kolejne części, ale nie w najbliższym czasie.

Która z twoich książek okazała się największym wyzwaniem i z czego to wynikało?

Zamojski był wyzwaniem pod tym względem, że inspirowałam się właśnie historią rodziny Bogdańskich. Była to pięcioosobowa rodzina, która rozpłynęła się w powietrzu. Wszystkie rzeczy zostały w domu, wyglądało to tak, jakby mieli tam wrócić. Do dziś nie wiadomo, co się z nimi stało. Nie chciałam, by ktoś z ich rodziny poczuł się urażony, gdyby przeczytał tę książkę. Jest to bowiem temat wrażliwy.

Drugą książką, która była dosyć trudna, była „Blaga”, ponieważ pojawiły się tam porwania dzieci. Nie chciałam jednak, żeby było to w jakiś sposób brutalne, bo nie lubię krwawych kryminałów, w których krew leje się po podłodze.

Pod względem praktycznym natomiast najtrudniejsza była „Jedna noc”, ponieważ w tym czasie miałam przeprowadzki i trudno było znaleźć czas na pisanie.

Do której ze swoich serii czujesz się najbardziej przywiązana?

Lubię wszystkich moich bohaterów. Zawsze, jak ktoś mnie pyta o ulubioną część Leny, odpowiadam, że najnowsza, bo pamiętam z niej najwięcej. Więc teoretycznie powinnam powiedzieć teraz, że Julia Szyszka, bo premiera była 25 listopada. Ale nie jest to jednak najświeższa książka, bo zanim Julia się ukazała, to napisałam kolejną. 

Trudne pytanie mi zadałaś. Lubię Lenę, bo jest pierwszą bohaterką i mam do niej ogromny sentyment. Jest bohaterką, która może zrobić wszystko i nikogo to nie zdziwi, więc przyjemnie się ją pisze. Julia jest zagadkowa – sama jestem jej jeszcze ciekawa. Dużo jeszcze przed nią, jeszcze jest taka nieokreślona. Zamojski z kolei jest dość stonowany, ale to też ma swoje plusy, bo można poprowadzić akcję w innym kierunku. Nie jestem więc w stanie wybrać jednego bohatera.

Którą ze swoich historii najchętniej zobaczyłabyś na dużym ekranie?

Najchętniej zobaczyłabym Zamojskiego, bo akcja dzieje się w moim rodzinnym mieście. Chciałabym, żeby „Wywierzysko” zostało zekranizowane, bo uważam, że jest to powieść ciekawa – pojawia się tam motyw miejskiej legendy. Gdyby wybrali Lenę, również bym się cieszyła. Julia też by mogła zostać zekranizowana – jest tam dużo klimatycznych miejsc. Akcja dzieje się w bardzo małym miasteczku, które można przejść w jakieś 20 minut pieszo. Jest bardzo małe, ale ciekawe – na przykład latem jest to miasteczko letniskowe, są tłumy ludzi, a gdy przychodzi październik, listopad, to wszystkie hotele i restauracje są opustoszałe, więc jest to idealne miejsce na kryminał.

Czy wyobrażasz sobie, którzy aktorzy mogliby się wcielić w role głównych bohaterów?

Julię musi zagrać Malwina, bo w rolkach sprawdziła się genialnie – myślę, że ma tę robotę w kieszeni. Lenę – Magdalena Boczarska. A Zamojskiego nie wiem, trudno mi stwierdzić.

Jak wcześniej wspomniałaś, niedawno ukazała się powieść „Jedna noc”, otwierająca trzecią serię, tym razem z byłą policjantką Julią Szyszką w roli głównej. Mogłabyś powiedzieć parę słów o książce oraz Julii?

Jeżeli ktoś oczekuje kryminału pełnego akcji i w sensacyjnym stylu, to nie powinien sięgać po „Jedną noc”. Jest to raczej książka skierowana do osób, które lubią mroczne, małe miasteczka, zamknięte społeczności i sieć powiązań pomiędzy bohaterami. Spodoba się też osobom, które lubią rozwiniętą warstwę obyczajową.

Julię bardzo lubię. Jest to bohaterka niejednoznaczna, która bardzo broni się przed wejściem w to śledztwo. Jest uparta, ale też wycofana – nie chce się mieszać w tę sprawę, a z drugiej strony próbuje pomóc i znowu wpada w kłopoty. Myślę, że jest trochę podobna do Leny. To zupełnie inna bohaterka, ale są jakieś cechy wspólne, które je połączyły. Julia ma też bagaż doświadczeń, który ma na nią duży wpływ.

Czy rozważałaś napisanie książki, w której bohaterowie z różnych serii będą pracować przy jednej sprawie – na przykład Lena Rudnicka spotka się z detektywem Aleksandrem Zamojskim lub Julią Szyszką?

Tak, to byłoby super. Musiałabym jednak pomyśleć, jak to zrobić. Byłoby to o tyle łatwe, że Lena wyjechała do Łodzi, ale mogłaby generalnie wrócić do Białych Brzegów – dzielnicy Tomaszowa Mazowieckiego. Zamojski jest właśnie w Tomaszowie Mazowieckim, a Julia w Spale, czyli dziesięć kilometrów dalej. Myślałam nad tym – może niekoniecznie, żeby cała trójka się spotkała, ale żeby spróbować połączyć te światy. Może kiedyś.

Czy pracujesz obecnie nad nową książką? Jeśli tak, co czytelnicy mogą oczekiwać w najbliższym czasie?

Od dwóch, trzech tygodni mam przerwę od pisania, chociaż już mnie korci, żeby wziąć się do pracy. Muszę jednak jeszcze przemyśleć kilka kwestii, żeby później nie tracić czasu na to, co mogę zrobić teraz.

Każda książka Kingi Wójcik powstaje z dobrze przemyślanego pomysłu. Jej historie splatają ze sobą zagadki kryminalne oraz wątki obyczajowe, odkrywając tym samym przed czytelnikiem drugą stronę bohaterów. Książki autorki są więc idealne dla czytelników, którzy szukają w kryminale czegoś więcej niż samej zbrodni.

Autorka zdjęcia: Kinga Wójcik

5 stycznia 2026

Krewni na zamówienie 

W życiu każdego człowieka może dojść do sytuacji, gdy zabraknie wokół niego najbliższych. Rodzina, przyjaciele, partner – nie zawsze będą tam, gdzie najbardziej ich potrzebujemy. A gdyby ich brak można było rozwiązać za pomocą pieniędzy? Gdyby istniała usługa krewnych do wynajęcia, którzy nigdy nas nie zawiodą? Okazuje się, że nie jest to aż tak abstrakcyjny koncept. 

Czytaj dalej ➜