Festiwal kończący wakacje 2025 – relacja z Hikari 2025

16 września 2025

Na kilka dni przed końcem sierpnia Poznań zamienił się w azjatycką stolicę Polski – a wszystko za sprawą festiwalu Hikari 2025. To wydarzenie, które łączy fanów japońskiej, chińskiej i koreańskiej kultury, przyciąga tłumy koncertami, warsztatami, cosplayem i masą atrakcji dodatkowych. I choć nie obyło się bez kolejek czy organizacyjnych potknięć, to klimat imprezy i energia uczestników sprawiły, że znowu było to wyjątkowe zakończenie lata.

To już mała poznańska tradycja, że Hikari zamyka lato – i w tym roku nie mogło być inaczej. Choć wakacje nie rozpieszczały pogodą, to akurat w trakcie festiwalu można było odetchnąć – słońce dopisało, a sobotni poranny deszczyk okazał się tylko krótkim przerywnikiem, który nie popsuł nikomu planów. Organizatorzy jednak nie zawiedli – byli przygotowani na deszcz i na dworze rozstawili parasole, pod którymi można było się schronić.

Masa atrakcji, gości i uczestników

Na Hikari 2025 nie było mowy o nudzie – program pękał w szwach: od prelekcji, przez koncerty i pokazy cosplay, po warsztaty i różne występy. Problem w tym, że przy takiej ilości atrakcji pojawił się klasyk konwentowy – kolejkon. Niektórzy stali nawet po dwie godziny i… nic z tego, bo miejsc już nie było. Warto by podpatrzeć rozwiązanie z Pyrkonu, czyli rejestrację żetonową dla osób z biletami w przedsprzedaży, albo chociaż liczenie miejsc przed wpuszczaniem ludzi. Dzięki temu każdy wiedziałby, że czekanie nie pójdzie na marne. Ale poza tym jednym minusem organizatorzy dowieźli wszystko z nawiązką – gwiazdą wydarzenia był koncert anime-rockowego zespołu Myth & Roid. To ekipa znana fanom „Re:Zero” czy „Overlord”, a występ na Hikari był ich pierwszym w Polsce. Z wokalistką KIHOW na scenie całość brzmiała potężnie i nic dziwnego, że właśnie ten koncert okazał się największym hitem festiwalu.

Tłumy i zaduch

Niestety, na Hikari utrzymuje się już pewna niechlubna tradycja – aula artystów, czyli miejsce, gdzie można kupić konwentowe pamiątki prosto od twórców, co roku zmienia się w duszną i zatłoczoną saunę. W tym roku było podobnie: klimatyzacja niby działała, ale przy takiej ilości ludzi zupełnie nie dawała rady i w środku naprawdę trudno było złapać oddech. Do tego organizatorzy przyjęli więcej wystawców niż rok temu, więc część z nich upchnięto w małych piwnicznych pokojach, gdzie jedyną namiastką przewiewu były stojące w kącie wiatraki. Efekt? Ciężko było tam wytrzymać dłużej niż chwilę. Ja sama swoje zakupy zrobiłam dopiero w niedzielę, kiedy tłum się przerzedził i wreszcie dało się normalnie przejść między stoiskami.

Istny labirynt

Collegium Da Vinci, które od trzech lat gości Hikari, to prawdziwy labirynt dla uczestników – szczególnie tych, którzy trafiają tu po raz pierwszy. Moje pierwsze Hikari w tej lokalizacji upłynęło głównie na gubieniu się w korytarzach i – jak się okazuje – nawet trzy edycje później niewiele się zmieniło, bo w tym roku zdarzyło mi się zgubić aż dwa razy. Trzeba oddać organizatorom, że porozwieszali mapki festiwalu praktycznie wszędzie, ale i one nie zawsze wystarczały, żeby bez problemu trafić na miejsce. Efekt był taki, że kilku atrakcji po prostu nie udało mi się zobaczyć – nie dlatego, że nie chciałam, tylko dlatego, że nie dałam rady tam dotrzeć. Ale chyba taki już urok tej lokalizacji.

Wioski, fotostudio czy wyżerka

Jeśli ktoś nie miał ochoty na panele, koncerty lub warsztaty, zawsze mógł skorzystać z atrakcji stałych takich jak wioski tematyczne czy strefa konsolowa. Wioski to inicjatywy tworzone przez fanów dla fanów, więc nigdy nie wiadomo, co się w nich trafi – i w tym właśnie cały urok. W tym roku odwiedziłam aż trzy: League of Legends, Dr. Stone i Danmei. Najbardziej przypadły mi do gustu różne ścianki, które były świetną okazją do zdjęć, a także fotostudio – choć tu, ze względu na ogromne zainteresowanie, nie udało mi się niestety wejść. Na konsolówkach można było poskakać w rytmie muzyki albo sprawdzić się w grach, a karaoke dawało szansę, żeby wykrzyczeć się do woli. Jeśli komuś doskwierał głód, to przed budynkiem czekały foodtrucki z azjatyckim jedzeniem – szkoda tylko, że i tam trzeba było swoje odstać w kolejce…

Podsumowanie

Hikari 2025 znowu zrobiło wrażenie – trzy dni pełne koncertów, cosplayu, warsztatów i fanowskich atrakcji pokazały, że festiwal na dobre wpisał się w poznańskie lato. Oczywiście były też klasyczne minusy – gigantyczne kolejki, duchota w auli artystów i gubienie się w korytarzach Collegium Da Vinci. Ale mimo tych niedogodności klimat imprezy, różnorodność programu i energia uczestników sprawiły, że znowu wyszło z tego świetne zakończenie wakacji.

Źródło zdjęcia: Olga Michalska

16 września 2025