Blachy, kolory i światło

6 września 2026

Praca w galerii sztuki nowoczesnej jest naznaczona u swoich podstaw nieustającymi zdumieniami. Słysząc pierwszy raz o wystawie obrazów, na których pierwsze skrzypce grają m.in. blachy, przypomniałam sobie, że znam takie prace, lecz nigdy wcześniej nie potrzebowałam jak najwnikliwiej rozważyć sensu ich wykorzystania. Obcowanie przez ostatnie dni ze sztuką Mariana Bogusza nauczyło mnie wiele nie tylko o malarstwie, ale także o zupełnie innych aspektach zarówno tworzenia, jak i życia.

W Galerii Piekary, znajdującej się na Dziedzińcu Różanym CK Zamek (kierując po studencku – tuż obok Lokum), trwa do 24 lipca wystawa niezwykle angażująca odbiorcę. Ekspozycja „Marian Bogusz. Oleje, fugi, blachy. Prace z kolekcji Muzeum Regionalnego w Pleszewie” to zbiór prac malarza z trzech dekad. Jest to szeroki przekrój chronologiczny rozwoju twórczości artysty, który realizował się w wielu nurtach, nie bojąc się eksperymentów. Używane przez niego techniki były innowacyjne i do dziś przyciągają odbiorcę niebanalną intencją autorską. Na samej wystawie można zauważyć elementy abstrakcyjne, których zamysł i znaczenie przy uważnej obserwacji jawią się jako bardzo wyraziste i konkretne.

Tworzenie jak (prze)trwanie

Zanim zaintrygowały mnie obrazy wykraczające poza płótna oraz abstrakcyjne kompozycje, zapoznałam się z biografią Bogusza. Jego historia dotyka wartości sztuki jako motywacji życiowej, źródle siły – tym najbardziej szlachetnym i szczerym. W trakcie II wojny światowej artysta czynnie przeciwstawiał się oprawcom. Najpierw walczył ochotniczo w kampanii wrześniowej, kiedy to wzięto go do niewoli, z której udało mu się na krótko wys. W trakcie pracy jako kreślarz w 1940 roku został jednak aresztowany przez gestapo w trakcie swojej zmiany za dywersję. Nie był w stanie biernie obserwować okrutnej, wojennej codzinności. Za odwagę i patriotyzm przewieziono go najpierw do poznańskiego Fortu VII, następnie trafił do obozu koncentracyjnego w Mauthausen. 

Imre Kertész, węgierski pisarz żydowskiego pochodzenia, w swojej twórczości ukazywał, że Auschwitz (i obozy koncentracyjne ogółem) było tym, co udowodniło kruchość humanizmu nowożytnego, jak i niepodważalności etyki wbudowanej w podstawy m.in. umowy społecznej. Co w tym wszystkim szczególnie ważne, zdaniem pisarza trauma historyczna, którą jest Oświęcim, to punkt zerowy kultury. Innymi słowy to, co kruszy dawne tradycje. Przekonania Kertésza wybrzmiewają w mojej głowie za każdym razem, gdy patrzę na obrazy Bogusza, który w Mauthausen nie tylko należał do siatki obozowego ruchu oporu, lecz również tworzył. Myślę o ekspresji jako jego kolejnym akcie wyrażenia oporu – ponieważ malarz angażował się również w teatr. Jest w tym fakcie coś niepokojąco, metafizycznie poetyckiego. Takie określenie współgra z przekonaniami artysty, który uważał, że malarz musi posiadać w sobie poezję: inaczej będzie jedynie normalnym rzemieślnikiem. Działając jak poeta romantyczny, wierzył jakoby w kult jednostki i witalności zakorzenionej w kreatywności, erupcjach wyobraźni.

Wielki rozmach

Zmiany polityczne sprawiły, że Bogusz mógł w końcu zająć się tym, co dla niego najistotniejsze. Był współzałożycielem warszawskiej Grupy 55, zrzeszającej odważnych artystów awangardowych, oraz Galerii Krzywe Koło, jednej z pierwszych powojennych instytucji promujących sztukę współczesną. Obecnie zbiory tej przestrzeni, mające na celu stworzyć fundamenty dla stałej kolekcji muzealnej reprezentantów polskiej awangardy, znaleźć można w… Muzeum Narodowym w Warszawie. Aspiracje Bogusza ziściły się, a jego dzieła znajdują się w tej samej kolekcji co prace, które chciał zachować dla przyszłych pokoleń.

Na ekspozycji wystawy Galerii Piekary znajdują się przede wszystkim dzieła, które najlepiej oddają zamiłowanie pleszewskiego malarza do abstrakcji. Dzieła z trzech dekad (1950–1970) pokazują oryginalność i innowacyjność prac Bogusza. Był on twórcą, który miał w zwyczaju porzucać to, co wypracowane, aby odkrywać nowe metody ekspresji. Wieczny niedosyt sprawiał, że musiał działać na różnych płaszczyznach, nie tracąc jednak technicznej doskonałości i wypracowanej dyscypliny. Dlatego też na trwającej wystawie znajdują się zarówno gwasze i tempery z abstrakcyjnymi lub surrealistycznymi kompozycjami, a w tym eksperymentalne prace z użyciem tytułowych blach.

Dlaczego blachy?

Nieprzypadkowo poświęcam więcej uwagi akurat blachom. Są one mateirałem ciekawym nie tylko ze względu na oryginalność użycia, lecz jego genezę. Dzieła z tym nieoczywistym elementem są prekursorskie w skali światowej – a wszystko zaczęło się od fascynacji uważnego obserwatora. Bogusz zauważył, że ten typ wytworu hutniczego mieni się i opalizuje w niezwykły sposób. Ba, inspirujący. Artysta zaczął sprawdzać, jak na przestrzeń obrazu wpływa światło, które pada na blachy. Tym, co ujawnia geniusz tej pozornie dziwnej decyzji twórczej jest efekt obrazu wręcz interaktywnego, spontanicznego. Promienie świetlne i ich kierunek zależą bowiem również od pozycji obserwatora. Z tego względu obcowanie z dziełami malarza, na których znajdują się blaszane elementy jest ciekawą rozrywką optyczną. Artysta wzbogacał swoje prace o niewielkie strzałki, wskazujące kierunek patrzenia i ruchu odbiorców – aby ci doświadczali obrazów zgodnie z intencją autorską i tym fizycznym „dziełem przypadku”.

Eksperymenty z materiałami obrazów Mariana Bogusza nie kończą się jednak na tej jednej historii. Pozostałe nieoczywiste odkrycia malarza pozostawię za drzwiami Galerii, którą odwiedzić można w wolne, wakacyjne dni. Prace eksponowane na trwającej wystawie zarówno wzruszą, jak i skłonią do myślenia – dzięki temu zostaną w pamięci na długo.

6 września 2026

Wspomnienie o ikonie

Lata 70. XX wieku to w Stanach Zjednoczonych czasy rewolucji – seksualnej, wzrost znaczenia ruchów pacyfistycznych, a w końcu także nadejście drugiej fali feminizmu. To już nie tylko walka o prawo do głosu, a realną równość w każdej sferze życia. Wynagrodzeń, dostępu do opieki medycznej, edukacji i rynku pracy. I wtedy właśnie świat dowiaduje się o Glorii Steinem, która obok Betty Friedan czy Belli Abzug, przewodzi rosnącym organizacjom feministycznym, organizuje protesty i nie boi się otwarcie mówić o prawie do aborcji. Ta niezwykła postać była aktywna aż do końca, który nastąpił 2 września w Nowym Jorku.

Czytaj dalej ➜