Mimo 2025 roku na kartce kalendarza – „1670” powrócił, a wraz z nim mieszkańcy Adamczychy na karuzeli parodii. Tym razem twórcy serialu poszli o krok się dalej, niż można było się tego spodziewać. Jednakże, czy drugi sezon jest tyle samo wart, co wyprawa dożynek królewskich?
Drugi sezon potwierdził, że twórcy postawili na nowe pomysły i powiew świeżości, chociażby poprzez powitalny utwór muzyczny. Cała wieś w rękach głównych bohaterów, a co za tym idzie – nowe możliwości. Fabuła przestała opierać się wyłącznie na życiu wsi, losach oraz konfliktach między jej mieszkańcami. Możemy śledzić rozwój charakterów oraz postaw postaci, a twórcy postawili przed sobą wyzwanie dodania nowych form do swojej twórczości.
Bez Andrzeja zmartwień nie ma?
Poza radością Jana Pawła związaną ze zdobyciem większej połowy Adamczychy, widzowie zostają zaszczyceni wycieczką krajoznawczą aż do Turcji, gdzie oprócz odpoczynku w stylu all-inclusive postawiono także na karierę polityczną głowy rodziny szlacheckiej. W tym czasie chłopi nie próżnują – na pierwszy plan wysuwa się Bogdan, który nie tylko się wzbogacił, ale również… umył. Sielską fabułę zaburza śmierć Leszka, towarzyszącego sarmacie podczas wakacji, a zarazem pełniącego funkcję właściciela gminy.
W związku z chciwością Jana Pawła, który pragnie władać nie tylko Adamczychą, ale i całą gminą, bohater postanawia zostać tegorocznym gospodarzem dożynek, ponieważ „kto organizuje dożynki – ten zostaje panem gminy”. Problemem okazują się jednak pieniądze, których Adamczewscy nie posiadają. Większość fabuły koncentruje się zatem na różnych sposobach pozyskania środków, aby wiejska impreza mogła się odbyć. Rodzinie nie tylko własna głupota stoi na przeszkodzie, ale również dodatkowe wydarzenia przynoszące nowe sytuacje i problemy, którymi w późniejszej części staje się jak zwykle Andrzej.
Pod wozem i na wozie
W drugim sezonie „1670” mamy możliwość głębiej wniknąć w rodzinę Adamczewskich oraz ich relacje. Nareszcie można zobaczyć więcej interakcji między rodzeństwem, a zwłaszcza między Jakubem i Stanisławem, których ojciec połączył w duet nazwany „Stakubem”. Aniela natomiast pozostaje „swoim własnym sterem i okrętem”, choć bracia co jakiś czas próbują pokrzyżować jej plany. Rywalizacja rodzeństwa o aprobatę ojca jako drogę ku władzy nad folwarkiem nie jest jednak jedynym konfliktem wewnątrz rodziny. Więcej czasu ekranowego poświęcono również Zofii – matce rodzeństwa. Widz wreszcie może zobaczyć jej relację z córką, której brakowało w pierwszym sezonie, m.in. ze względu na wątek Anieli i Macieja, któremu kamera poświęcała wówczas więcej uwagi.
Mimo wielowątkowości na początku serialu, twórcy w dosyć płynny sposób łączą poszczególne historie i wydarzenia, unikając przesytu oraz chaosu. Największe obawy wzbudzała fabuła Bogdana, opętanego pod koniec pierwszego sezonu. Życie mieszkańców Adamczychy zostało urozmaicone o zjawiska nadprzyrodzone, a wprowadzenie elementów folkloru słowiańskiego skutecznie odciągnęło uwagę widza od racjonalnego myślenia.
Źdźbłem w oku twórców pozostają efekty specjalne, które mimo większego budżetu wciąż przywodzą na myśl rozwiązania znane z „Akademii Pana Kleksa” czy „Świata według Kiepskich”. Można je jednak obronić, wskazując, że zarówno „1670”, jak i świat Ferdka Kiepskiego są parodiami – celowo ukazują absurdalne zjawiska oraz stereotypy obecne w codziennym życiu.
Na tym tle doskonale sprawdzają się riposty i trafne żarty bohaterów pobocznych, które dodatkowo podbijają komizm i satyryczny wymiar opowieści. Humor zostaje uwypuklony także przez momenty autoironii oraz konsekwentne łamanie czwartej ściany, przypominające widzom, że serial jest w pełni świadomy swojej formy i sposobu kreowania postaci. Na aprobatę zasługują również nawiązania do popkultury polskiej, gdzie główne skrzypce odegrała postać Geralda z kultowego „Wiedźmina”.
Uczta dla oczu
Na szczególną pochwałę zasługuje warstwa wizualna, w której widać świadome wykorzystanie języka filmowego do opowiadania historii. Kadry nie tylko estetyzują obraz, ale pełnią funkcję narracyjną – subtelnie sygnalizują status bohaterów, ich emocje czy ukryte konflikty. Twórcy bawią się tłem i kompozycją ujęć w taki sposób, by nie odciągały uwagi od postaci, a wręcz pogłębiały ich charakterystykę, nawet jeśli nie mają na celu komplementowania ich postaw.
Najbardziej wyraziste pozostają symboliczne przedstawienia Zofii, której ciekawość wobec sekretów córki jest podkreślana nie tylko poczynaniami. Ujęcia budują atmosferę napięcia i podglądactwa – bohaterka często ukazywana jest w półcieniach, zza przesłon, jakby sama była częścią intrygi. Równie mocno wyróżniają się relacje Marcina i Anieli. Twórcy konsekwentnie separują ich od siebie poprzez elementy scenografii: liczydło, instalacje wodne, płot czy kotary. Te wizualne bariery działają jak metafora emocjonalnego dystansu, wskazując, że choć bohaterowie pozostają w bliskości przestrzennej, wciąż coś ich rozdziela.
Nie bez znaczenia są także barwy i kolory, które towarzyszą poszczególnym postaciom. Paleta barw zmienia się wraz z ich nastrojem i sytuacją fabularną: ciepłe tonacje nadają scenom intymności, chłodne odcienie potęgują dystans i obcość, a kontrasty często podkreślają momenty konfliktowe. Dzięki temu emocje nie wynikają wyłącznie z gry aktorskiej, ale są wielowarstwowo wspierane przez oprawę wizualną.
Ta synergia obrazu, symboliki i aktorstwa łączy groteskę, prosty humor z estetyką filmową, która potrafi być w prosty sposób zrozumiana przez widza. To sprawia, że serial można docenić nie tylko jako komedię, lecz także jako świadomą zabawę filmowym rzemiosłem.
Po biesiadzie
Centralnym motywem drugiego sezonu są dożynki, ale jedynie się o nich mówi. Wszystko dzieje się wokół ich przygotowań, aby w ogóle miały miejsce. Sprytne przesunięcie akcentu z kulminacyjnego wydarzenia na intrygi, napięcia i układy społeczne pozwalają twórcom na wiele żartobliwych sytuacji i prześmiewcze podejście do sztampowych wątków, chociażby zakazanej miłości między Maciejem a Anielą, którym towarzyszą nieporozumienia.
Ostatnie odcinki wyraźnie zmieniają tempo – narracja przyspiesza, a kolejne wydarzenia dzieją się niemal lawinowo. Z jednej strony zachowują spójność w przekazie, konsekwentnie prowadząc bohaterów ku finałowi, z drugiej jednak momentami można odczuć, że niektóre wątki zostały potraktowane pośpiesznie lub wręcz skrócone. Niektóre z tych wyborów można by uznać za zbędne, a nawet podkopujące wcześniejszy rytm sezonu. Jednak w szerszej perspektywie zabieg ten otwiera furtkę na przyszłość. Twórcy wyraźnie zostawiają sobie miejsce na zapowiedzianą kontynuację w postaci trzeciego sezonu. W efekcie finał tego sezonu, choć nie do końca satysfakcjonujący pod względem narracyjnej równowagi, pełni rolę pomostu między bohaterami, a ich dalszymi losami.
Ogier promocji serialu
Ogromna popularność serialu wynika również z memów i kampanii reklamującej nowy sezon, które od początku angażowały widzów w mediach społecznościowych. Twórcy postawili na dynamiczne, humorystyczne materiały promocyjne, nawiązujące do estetyki współczesnych memów, co sprawiło, że „1670” szybko stało się viralowym tematem dyskusji w internecie. Ważnym elementem tej kampanii było wprowadzenie tzw. shortsów, czyli krótkich form wideo publikowanych poza główną fabułą. Stanowią one swoiste rozszerzenie świata przedstawionego i życia bohaterów. Dzięki temu widzowie mają poczucie większej interakcji z serialem, a produkcja zyskuje charakter nie tylko telewizyjny, ale i internetowy, odpowiadający współczesnym trendom.
Źródło zdjęcia: Wiktoria Wójkiewicz, Canva
Artykuł ZBIOROWY, autorzy:
Jakub Marciniak i Wiktoria Wójkiewicz


